Włościanin napisał:


"W dawnych czasach uczono nas w szkole o Pawliku Morozowie. Dla młodszego pokolenia wyjaśnienie. Był to chłopiec, który na wezwanie Stalina zadenuncjował swoich rodziców kułaków. Rodziców rozstrzelano a Pawlik w nagrodę pojechał na obóz do Arteku."


Idąc tym tokiem rozumowania to: Sławomir K. to Pawka Morozow, dyrektor Anna W. to jego rodzice, a Ignacy K. to Stalin.
Nonsens, niedorzeczność, błazenada

Śledzę dyskusję od kilku dni i odnoszę wrażenie, że ostatnie uaktywnienie się interlokutorów, już nie w głównym wątku sprawy, ale w tematach pobocznych mających na celu gombrowiczowskie "upupienie" nauczyciela wychowania fizycznego nie jest przypadkiem. To, z socjologicznego punktu widzenia, typowa potrzeba skierowania niewygodnej rozmowy na boczne tory. A nuż uda się wzbudzić niechęć, oczernić, ośmieszyć etc. Nawet jeśli w pracy tego, czy innego nauczyciela występowały lub występują uchybienia, to przypominam, że to właśnie dyrektor placówki oświatowej odpowiada finalnie przed rodzicami i uczniami za panujące w szkole stosunki i atmosferę. Ma do tego odpowiednie narzędzia i środki, z których powinien korzystać.